Wraz z manią na
indyjskie kino (tzw. Bollywood), która rozpoczęła się w Polsce
dobre kilka lat temu – i chyba można pokusić się o stwierdzenie,
że szczyt popularności ma właściwie za sobą – do naszego kraju
przywędrowały książki o tematyce dalekowschodniej. Przykładem
tego typu literatury jest powieść autorstwa Shauny Singh Baldwin
„Zapamiętane w ciele”.
Zaczyna się niemalże
tradycyjnie. Od narodzin, czyli początku właściwie każdej
ludzkiej historii. Jednakże już na wstępie napotykamy pewnego
rodzaju niespodziankę. A mianowicie, dziecko wcale nie przeżywa
przyjścia na świat po raz pierwszy. Zgodnie z hinduskimi (a może
powinienem je określić mianem indyjskich) wierzeniami dusza nowo
narodzonej istoty dobrze pamięta swoje poprzednie wcielenie i wielce
ubolewa nad faktem, że bogowie postanowili zdegradować je w randze
bytów. Nastąpiło cofnięcie w procesie samodoskonalenia. Urodziła
się dziewczynka.
Tytuł i wspomniany wstęp
sugerują, że całość będzie opowieścią wyłącznie
biograficzną, jednakże nic bardziej mylnego. „Zapamiętane w
ciele” jest bowiem doskonałym warsztatowo (co zasługa zapewne nie
tylko autorki, ale także tłumacza – Michała Juszkiewicza)
historycznym portretem dziejów Indii po roku 1937, ze szczególnym
uwzględnieniem powstania państwa Pakistan i konsekwencji tej
niekoniecznie rozsądnej politycznie decyzji.
Ponadto – co również
zawdzięczamy świetnemu przygotowaniu teoretycznemu pani Baldwin –
powieść wnika wewnątrz kultury sikhijskiej (tej nie zawsze
dostrzeganej i wręcz przyćmiewanej przez hinduską), badając ją
przede wszystkim od strony tzw. „genderu” (nasz rodzimy,
europejski termin niekoniecznie idealnie oddaje problematykę, ale
dość dobrze ją określa). Zobaczymy w książce problemy kobiet
(szczególnie w porównaniu do mężczyzn) oraz, co niektórych może
zaciekawić, przyjrzymy się człowiekowi wrastającemu w kulturę,
który dopiero po bezrefleksyjnym dzieciństwie zdaje sobie sprawę z
tego, że nie zawsze da się być sobą.
O tym właśnie przekona
się główna bohaterka powieści – szesnastoletnia Rup, której
ojciec jest zmuszony z powodu kłopotów finansowych wydać córkę
za mąż za ponad dwa razy starszego od niej Sardadźiego. Jakby tego
było mało, dziewczyna będzie jego drugą żoną, ponieważ
pierwsza – Satja – nie spełniła najważniejszego zadania
sikhijskiej kobiety – nie potrafiła urodzić swojemu małżonkowi
ani jednego dziecka. Dla Rup ma się odtąd rozpocząć życie pełne
rozczarowań i strachu. Satja nie ma zamiaru tak łatwo oddać
wszystkich należnych jej przywilejów młodszej od siebie o ponad
dwadzieścia lat nastolatce. Za żadną cenę.
Niestety zwady pomiędzy
małżonkami i nie do końca przemyślany trójkąt nie są jedynymi
problemami rodziny Sardadźiego. W kraju wrze. Konflikty między
hindusami, sikhami, a muzułmanami przy jednoczesnej jurysdykcji
Anglików przybierają makabryczne rozmiary. Nawet mądrości Mahatmy
Gandhiego przestają powoli przemawiać ludziom do rozumu. Można
powiedzieć, że Indie znajdują się o krok od wojny. Wojny
właściwie religijnej, w której najbardziej ucierpią sikhowie,
ponieważ – jak zwykle zresztą – nikt ich tak naprawdę nie
dostrzega.
Historię młodej Rup
można czytać na kilka sposobów. Dla jednych będzie to tylko i
wyłącznie powieść obyczajowa, swoiste indyjskie love story na
miarę „Przeminęło z wiatrem”. Drudzy dostrzegą, być może,
więcej i podobnie do mnie wyniosą z lektury chociaż minimum wiedzy
kulturoznawczej i historycznej. Co prawda autorka dawkuje to drugie
miejscami dość drastycznie, ale warsztat pisarski i niebanalna
fabuła czynią z „Zapamiętane w ciele” książkę, do której
na pewno warto zajrzeć.
Dla zainteresowanych
Indiami jest to natomiast pozycja obowiązkowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz