Stambulski
trans-światek, pełen nocnych klubów, seksualnych rozkoszy,
tajemniczo niejednoznacznych postaci oraz wstrząsających zbrodni
powraca w kolejnej książce Mehmeta Murata Somera – „Zabójstwa
Proroków”.
Znany
ze swego uwielbienia dla tematyki około mniejszościowej turecki
pisarz serwuje czytelnikom trzymającą w napięciu historię, pełną
wydarzeń obfitujących we wrażenia niemal wszelkiego rejestru –
od mrożącej krew w żyłach serii fanatycznych zabójstw poprzez
taneczno-erotyczne wieczory w podejrzanych klubach, aż do
zaskakująco makabrycznego finału.
Znany
z pierwszej części bohater (nocą przeistaczający się w
bohaterkę) – utalentowany informatyk, właściciel jednego z
lepiej prosperujących tzw. „branżowych” klubów w Stambule, a
także, gdy starcza na to czasu (a, o dziwo, starcza go niekiedy aż
za dużo), samozwańczy detektyw – zmierzy się z kolejną plagą
morderstw. Tym razem jednak sprawa nie dotyczy ani pieniędzy, ani
usunięcia podejrzanych osób z kręgu sławnej, pozornie moralnie
czystej osobistości.
Na
scenę wkracza religijny fanatyzm połączony z chęcią
„oczyszczenia kraju z plugastwa”, co sprawia, że morderca staje
się jeszcze trudniejszy do wytropienia, zwłaszcza gdy
przedstawiciele władzy nie są skłonni do współpracy. Dlatego
właśnie sytuacja zmusza do sprzymierzenia się z nieobliczalnym,
choć informatycznie przydatnym, bywalcem mniejszościowych czatów,
którego jedynym hobby wydaje się być pomstowanie na grzeszników,
szczególnie tych trudniących się sodomią, niesłusznie zresztą
zwaną w ten sposób.
Podczas gdy „siostry”
padają ofiarą zabójstw według specyficznego koranicznego klucza –
każda, której prawne imię należy do jednego z proroków, musi
zginąć – samozwańczy detektyw i jego wyjątkowo natrętny
pomocnik rozpoczynają rozpaczliwe próby rozwiązania zagadki
tożsamości mordercy. Rozpoczyna się wyścig z czasem i – jak to
dość często w powieściach kryminalnych bywa – stawką w tej
niebezpiecznej grze staje się ludzkie życie.
Jak
przystało na bestseller, kolejna część serii „Hop-Cziki-Yaya”
ma w sobie wszystko, czego spragniony rozrywki czytelnik potrzebuje.
Na kartach tej powieści znajdziemy zapierającą dech w piersiach,
wręcz filmową, akcję z mnóstwem sensacyjnych zwrotów, ironię i
dowcip na mistrzowskich poziomie oraz, co widoczne było już w
pierwszej części, interesujące i absolutnie niestygmatyzujące
spojrzenie na inność, nie tylko zresztą płciową.
Książki
Mehmeta Murata Somera to po prostu fantastyczna lektura. Dla każdego,
dlatego trudno nie zgodzić się ze słowami Perihana Magdena z
czasopisma „Radikal” widniejącymi na czwartej stronie okładki:
„Byłoby wspaniale, gdyby pewnego dnia jakiś turecki Almodovar
sfilmował wszystkie te powieści”.