O nauce nie do końca
uczonej
Od bardzo dawna, przyznam
z wielkim wstydem, nie miałem w ręku książki poświęconej naukom
innym niż te z gatunku humanistycznych. To był właśnie –
paradoksalnie – powód, dla którego postanowiłem przyjrzeć się
książce Joela Garreau. Zachęcił mnie przede wszystkim tytuł. W
mojej świadomości wciąż przebrzmiewają echa niedawnej
politycznej debaty konfrontującej ewolucjonistów z kreacjonistami,
co okazało się częściowo trafną motywacją do sięgnięcia po
wspomnianą pracę. Z tą różnicą, że podstawowe pytania nie
kwestionują już teorii ewolucji samej w sobie, teraz ludzkość
zastanawia się, czy (a może wręcz „kiedy”?) człowiek i
maszyna mogą stać się wspólnym, kontrolującym własny rozwój
gatunkiem.
„Czy człowiek
udoskonalony przez naukę i technikę będzie jeszcze człowiekiem?”
– brzmi dramatycznie podtytuł, a ja nie mogę dostosować się do
wyraźnie filozoficznej treści. Forma nieco mi nie odpowiada. Jednak
rzut oka na oryginalny tytuł od razu zmienia postać rzeczy. Tam
najważniejsza część postawionej tezy brzmi o wiele poważniej:
„Co to znaczy być człowiekiem?”. I jest to, wydaje mi się,
doskonały punkt wyjścia, by zastanowić się nad tym, jaką
właściwie formę stosuje autor, żeby wyłuskać to, co w tym
temacie istotne.
Tak naprawdę trudno
ocenić, czy „Radykalną ewolucję” można nazwać pracą
naukową. Strukturalnie być może – tekst podzielono na rozdziały,
a do każdego z nich dołączono setki przypisów, a bibliografia też
wydaje się imponująca – jednak forma podawcza (wtręty fabularne,
wyjątkowo wartościujące opinie, pojawianie się odautorskiego,
autobiograficznego „ja”) sugerowałaby prędzej popularnonaukowy
esej. Sam autor nie traktuje pracy w sposób ściśle akademicki –
we wstępie zaznacza, że chce dotrzeć do tzw. „przeciętnego
czytelnika”, stąd forma. Muszę przyznać, że podoba mi się ten
zamysł, ma znamiona dawno zapomnianego pozytywizmu, pracy u podstaw
i misji kształcenia. Niestety, wątpię, czy na pewno każdy
czytelnik uzna krzywą zmian za konieczne pojęcie w niełatwej
codziennej egzystencji.
Zapewne z tego powodu
Garreau zrezygnował z wprowadzania dużej ilości pojęć związanych
z interesującymi go dziedzinami wiedzy. Dzięki temu książka
wprowadza zrozumiałe dla każdego opisy terminów technologicznych,
ekonomicznych i innych. Taki zabieg pozwala łatwo wprowadzić
właściwą treść pracy – scenariusze zmian technologicznych.
„Radykalną ewolucję” można nazwać tekstem
„przypuszczeniowym”, prawie profetycznym. Autor zapoznaje
czytelnika z kilkoma znakomitościami amerykańskiej nauki (chodzi
oczywiście o ścisłe dyscypliny, humanities
nie mają w tekście szerokiej reprezentacji), które dzielą się
swoimi przewidywaniami na kolejny wiek. Różne spojrzenia
wprowadzają równie różne scenariusze przyszłości. Od
najbardziej pesymistycznych przez dość obojętne, aż do rajskiego,
wyraźnie idyllicznego. Autor nie stara się przekonać czytelnika do
stawianych przez siebie i swoich rozmówców tez, pozostawia
możliwość wyboru najciekawszej wizji. Albo obojętności,
ustosunkowanie się do treści (i wizji przyszłości) nie jest
przecież obowiązkowe.
Chociaż
Joel Garreau uważa swoją pracę za odpowiednią dla każdego, nie
mogę się z tym zgodzić. Potrzeba jednak chociaż minimalnego
zainteresowania, jeśli nie technologią, to przynajmniej
przyszłością rodzaju ludzkiego. Dla tych, którzy nie czują się
w obowiązku wobec przyszłości, pozostają jedynie ciekawe
informacje nt. amerykańskich naukowców, zatrudniających ich
instytucji i planów rozwoju amerykańskiej armii.
Polecam
zainteresowanym, a wahającym się zalecam przemyślenie, czy
rzeczywiście warto. Książka może zmęczyć, jeśli się do niej
odpowiednio nie podejdzie.