środa, 31 stycznia 2007

Głos Boga - Jacek Sobota

Niema kobieta powiła syna, choć była dziewicą. Chłopiec wyrósł na niezwykłego człowieka. Mówił, że najważniejsza w życiu człowieka jest miłość. Nie wszyscy mu uwierzyli, ale znalazło się wielu, którzy wiarę dali.
Oczywiście w końcu doszło do zdrady, on zaś zginął w cierpieniu i bólu. Połamano mu kości na kole.
I to koło właśnie, stało się symbolem nowej, niezwykłej religii.”

„Głos Boga” – książka Jacka Soboty to inspirowana Biblią, wielowątkowa, trzymająca w napięciu i utrzymywana w klimacie filozoficznej powiastki powieść.

Autor z niezwykłym smakiem i starannością maluje obraz świata zdominowanego przez cierpienie i smutek, świata, który bezskutecznie czeka, aż milczący od lat Bóg przemówi, jak czynił to dawnymi czasy. Podupadają obyczaje, rodzą się herezje, pojawiają się opinie, że Stwórca pozostaje niemy, a czekanie jest jedynie stratą życia.

Jednakże w morzu rosnącego zwątpienia nadzieję przywraca wieść, że oto gdzieś na terenach, zdawałoby się zapomnianych nawet przez samego diabła, urodziło się niezwykłe dziecko. Ponoć mając zaledwie parę lat dyskutowało z mędrcami, zmieniając całkowicie ich pogląd na świat. Podobno przemawia w malandryjskim – języku początków świata, mowie Boga.

Zwą go Rewne – Gaduła.

Mniej więcej w tym samym czasie przychodzi na świat inny, równie niezwykły chłopiec. Z matki prostytutki i ojca niewiadomego pochodzenia. Enrew, bo tak dano mu na imię, dobrze zna swój los. Jest przeciwieństwem Gaduły – jego przyszłym uczniem i zdrajcą. Obydwaj rozpoczynają swoją drogę przez życie, a świat może jedynie czekać na dawno obiecane Słowa. Na Głos Boga.

Książka Jacka Soboty jest dziełem. Nie znajduję innego słowa i będę się przy nim upierać. To doskonała fantastyka utrzymująca w średniowiecznym, zdecydowanie mrocznym klimacie z masą fascynujących postaci. Wszystkie wydają się żywe, pełne emocji, a przy odrobinie wyobraźni (i dzięki znajomym, zwłaszcza religijnym motywom) czytelnik może poczuć się częścią tej nieco zniekształconej historii Zbawienia.

Otóż to – czy na pewno Zbawienia? Przecież nikt z nas naprawdę nie zna końca historii Gaduły.

A może jednak?

niedziela, 7 stycznia 2007

Douglas Preston - Testament

Maxwell Broadbent – amerykański milioner, który dorobił się fortuny na poszukiwaniu skarbów i rabowaniu grobowców – postanawia odejść z tego świata w iście królewskim stylu.
Ma zamiar pogrzebać się razem z całym majątkiem, odbierając tym samym swoim synom szansę na odziedziczenie spadku wartego pół miliarda dolarów.

W wiadomości pozostawionej dzieciom Phillipowi, Vernonowi i Tomowi wyjaśnia przyczynę nagłego zniknięcia i namawia synów do współpracy w celu odnalezienia majątku rodziny. Trójka młodych mężczyzn podejmuje wyzwanie rzucone przez umierającego na raka staruszka. Nikt nie podejrzewa jednak, jak bardzo skomplikuje się sytuacja.
Niestety, okazuje się, że pewna szczególna pozycja z kolekcji Maxwella – starożytny Kodeks Majów posiadający sekrety nieznanych współczesnej medycynie lekarstw - może zachęcić innych ludzi o niekoniecznie czystych zamiarach.
Wyprawa po spadek wkrótce zamienia się w prawdziwą walkę na śmierć i życie, bo w dzisiejszych czasach nawet w honduraskiej dżungli człowiek zna wartość pieniądza. A za bogactwo opłaca się zabić.
Rodzeństwo Broadbent będzie musiało nauczyć się działać razem, żeby przetrwać. Na swojej drodze spotkają zarówno wrogów jak i przyjaciół, odkryją szokującą ojcowską tajemnicę, ale przede wszystkim zrozumieją na czym polega bycie prawdziwą rodziną.

Książka Douglasa Prestona (autora zekranizowanego przez Hollywood „Reliktu”) „Testament” to bajka. Napisana przystępnie, żwawą prozą, pozbawiona dłużyzn, ale, niestety, nie trzymająca w napięciu bajka. Pozycja należy do tych, które czyta się szybko, bez zbędnego wysiłku.
W całości najbardziej zachwyca wyobraźnia autora. Bez oporów utrudnia on bohaterom życie, posuwając się niekiedy do oklepanych, iście hollywoodzkich sztuczek, nieobcych doświadczonym scenarzystom. Nie zabraknie tu wątku miłosnego, prześladującej bohaterów przeszłości, iście czarnego charakteru i zakończenia na miarę dzisiejszego Hollywood.
Prawa do ekranizacji książki kupiła wytwórnia Paramount – zachwyca się wydawca z tyłu okładki, a ja dodam własny komentarz: Nic dziwnego. To świetny materiał na może nawet dwugodzinny film pełen strzałów wybuchów i zwrotów akcji. Ale nic poza tym. Jakoś nie udało mi się wczuć w klimat opowieści, a tego chyba należałoby żądać od książki przygodowej.

Jeśli miałbym komukolwiek polecać, to tylko wiernym fanom gatunku.