Maxwell Broadbent – amerykański
milioner, który dorobił się fortuny na poszukiwaniu skarbów i
rabowaniu grobowców – postanawia odejść z tego świata w iście
królewskim stylu.
Ma zamiar pogrzebać się razem z
całym majątkiem, odbierając tym samym swoim synom szansę na
odziedziczenie spadku wartego pół miliarda dolarów.
W wiadomości
pozostawionej dzieciom Phillipowi, Vernonowi i Tomowi wyjaśnia
przyczynę nagłego zniknięcia i namawia synów do współpracy w
celu odnalezienia majątku rodziny. Trójka młodych mężczyzn
podejmuje wyzwanie rzucone przez umierającego na raka staruszka.
Nikt nie podejrzewa jednak, jak bardzo skomplikuje się sytuacja.
Niestety, okazuje się,
że pewna szczególna pozycja z kolekcji Maxwella – starożytny
Kodeks Majów posiadający sekrety nieznanych współczesnej
medycynie lekarstw - może zachęcić innych ludzi o niekoniecznie
czystych zamiarach.
Wyprawa po spadek
wkrótce zamienia się w prawdziwą walkę na śmierć i życie, bo w
dzisiejszych czasach nawet w honduraskiej dżungli człowiek zna
wartość pieniądza. A za bogactwo opłaca się zabić.
Rodzeństwo Broadbent
będzie musiało nauczyć się działać razem, żeby przetrwać. Na
swojej drodze spotkają zarówno wrogów jak i przyjaciół, odkryją
szokującą ojcowską tajemnicę, ale przede wszystkim zrozumieją na
czym polega bycie prawdziwą rodziną.
Książka Douglasa
Prestona (autora zekranizowanego przez Hollywood „Reliktu”)
„Testament” to bajka. Napisana przystępnie, żwawą prozą,
pozbawiona dłużyzn, ale, niestety, nie trzymająca w napięciu
bajka. Pozycja należy do tych, które czyta się szybko, bez
zbędnego wysiłku.
W całości najbardziej
zachwyca wyobraźnia autora. Bez oporów utrudnia on bohaterom życie,
posuwając się niekiedy do oklepanych, iście hollywoodzkich
sztuczek, nieobcych doświadczonym scenarzystom. Nie zabraknie tu
wątku miłosnego, prześladującej bohaterów przeszłości, iście
czarnego charakteru i zakończenia na miarę dzisiejszego Hollywood.
Prawa do ekranizacji
książki kupiła wytwórnia Paramount – zachwyca się wydawca z
tyłu okładki, a ja dodam własny komentarz: Nic dziwnego. To
świetny materiał na może nawet dwugodzinny film pełen strzałów
wybuchów i zwrotów akcji. Ale nic poza tym. Jakoś nie udało mi
się wczuć w klimat opowieści, a tego chyba należałoby żądać
od książki przygodowej.
Jeśli miałbym
komukolwiek polecać, to tylko wiernym fanom gatunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz