czwartek, 14 lutego 2008

Kwadratura trójkąta - Marcin Wolski

„Kwadratura trójkąta” inaczej „Wolski w shortach (1)” to zaproponowany przez wydawnictwo Solaris zbiór krótkich form literackich z oszałamiającego dorobku Marcina Wolskiego – postaci nietuzinkowej i dobrze znanej polskim wielbicielom fantastyki chociażby dzięki takim tytułom jak: „Laboratorium 8” (także jako słuchowisko radiowe), „Agent dołu” czy „Klucz do Apokalipsy”.

W pierwszym tomie szortów znalazły się utwory powstałe w latach siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych „z radia wzięte” – jak sam autor wspomina we wstępie. Umieszczone w zbiorze nowelki i mikropowieści w większości po raz pierwszy ujrzały światło dzienne w magazynie „60 minut na godzinę”, a później weszły w skład osobnych tomów ( zresztą według nich są one umieszczone w „Kwadraturze”): „Sześćdziesiąt minut na godzinę”, „Z przymrużeniem ucha” oraz „Tragedia Nimfy 8”. Do całość dołączono ponadto średniej długości powieść, po której zbiór odziedziczył swój nieco tajemniczy, a może nawet intrygujący tytuł.

Dość informacji wprowadzających. Czas na przyjrzenie się treści. „Proszę opuścić pasy, nie regulować radioodbiorników i nie traktować przedłożonego materiału zbyt serio” – tymi słowami autor kończy wstęp, a ja chciałbym za te wskazówki serdecznie podziękować. Radioodbiornika nie regulowałem i w konsekwencji bawiłem się świetnie.

Trudno tak naprawdę opisać wszystkie nowelki i opowiadania po kolei. Niektóre swoją objętością nie przekraczają jednej strony, inne co prawda dobijają nawet do dziesięciu, ale nie w tym rzecz. Każde pojedyncze dziełko kryje w sobie nutkę absurdu, nieco przewrotności, czasem nawet zdawało mi się, że spomiędzy kartek spogląda na mnie bezczelny (to słowo ma tu wydźwięk raczej podziwu niż pogardy, proszę wziąć tę kwestię pod uwagę), oczekujący odpowiednich reakcji, psychologizujący ironista (a może ironizujący psycholog). Jakby za narratorem stał ktoś wyższy statusem, kto podpowiada, jakich chwytów użyć, aby zadziwić czytelnika i zrobić wszystko, by był zmuszony przewracać kartki bez opamiętania. Tak właśnie czyta się krótkie formy Wolskiego. Akapit za akapitem, historyjkę za historyjką, w tempie iście szaleńczym. Nie da się inaczej. Zwyczajna, ludzka ciekawość pcha człowieka coraz dalej i dalej, aż nagle, gdy strona numer 229 ustępuje roztrzęsionym, zaintrygowanym palcom, okazuje się, że to już koniec, nie ma więcej zabawnych, niekiedy wręcz sarkastycznych dziełek. Rozpoczyna się prawie dwustustronicowa powieść i właśnie jej poświęcę więcej, z racji objętości, uwagi.

„Kwadraturę trójkąta” można by opisać w kilku słowach jako „powieść kryminalną, osadzoną w realiach innego świata”. Można by, ale wtedy takie przedstawienie pozbawiałoby całość pewnego smaczku. Smaczku, który nie jest do końca na wyciągnięcie ręki, trzeba umieć go odszukać, niemalże „wejść w fabułę”.
Akcja powieści toczy sie na Innej – planecie nazwanej tak przez pierwszych osadników. Legenda głosi, że pochodzili z położonej po drugiej stronie Drogi Mlecznej tajemniczej Ziemi, skąd zostali przeniesieni przez niewiadomą siłę. Jej tożsamość nadal pozostaje w ukryciu, niektórzy czczą ja jako bóstwo i nazywają Przesadzaczem (w kontekście ogrodniczym), inni ostentacyjnie odrzucają wiarę w przesadność starych opowieści i zgodnie twierdzą, że żadnej Ziemi nie było.
Jednakże Marka Ursina – pracownika i przyjaciela Quintusa Cedrusa – nie obchodzą ani duchowe, ani filozoficzne sprawy. Ma w życiu ważniejszy cel. Jako consulantor robi wszystko, żeby pomóc swojemu pracodawcy wspiąć się na polityczne wyżyny. Wszak tylko Cedrus godny jest tytułu Super Navigatora Archipelagu, Pierwszego Konsula, Wielkiego Pontifeksa, Szefa Legionów i Czterech Flot. Tylko on może zostać Demokratycznym Zwierzchnikiem Federacji.
Jednakże coś wisi w powietrzu. Marek dowiaduje się o człowieku, który koniecznie chce audiencji u Quintusa, ponoć ma wiadomości na temat spisku na życie nowego Super Navigatora. Niestety, wiadomość nigdy nie ujrzy światła dziennego – mężczyzna ginie w tajemniczych okolicznościach. Dowody sugerowałyby samobójstwo, ale nie wszystko do siebie pasuje. Pozostaje kilka niewyjaśnionych, niepokojących szczegółów. Mniej więcej w tym czasie na scenę wkracza Leontias zwany Słowianinem – człowiek, od którego tak naprawdę zależeć będzie przyszłość Archipelagu. Od niego i najbliższych, niezwykle młodych współpracowników – nachalnej Dii i inteligentnego, ale dość naiwnego Gurusa.

Co odkryją i czy tak naprawdę śledztwo w ogóle się powiedzie – tego czytelnik dowie się z lektury, ja jedynie mogę zachęcić. A zachęcam. Po pędzących nowelkach przydaje się dłuższy przystanek, a takim właśnie jest „Kwadratura trójkąta”. To błyskotliwa, naszpikowana aluzjami kulturowymi, politycznymi i historycznymi – nie sposób przejść obojętnie. A jeśli dodamy do tego dość ciekawą (i ironiczną zarazem!) kreację bohaterów, pozostaje tylko sięgnąć i dobrze się bawić. Nie reguluj, czytelniku, radioodbiornika. Nie trzeba.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz