Celia
Nolan, żona wziętego adwokata – Alexa Nolana – nie wydawała
się zadowolona z prezentu urodzinowego, choć mąż bardzo się
postarał. Wszakże nikt nie ośmieliłby się stwierdzić, że kupno
domu w uroczej okolicy z takiej okazji, to coś okropnego. Nikt poza
Celią.
Nolan nie
mógł wiedzieć, że jego żona mieszkała już kiedyś w tym
miejscu. W domu, gdzie zastrzelono jej matkę. Wciąż miała przed
oczami wyraz twarzy umierającej na jej rękach kobiety. Tamte chwile
bardzo dobrze zapadły Celii w pamięć. Przecież sama pociągnęła
za spust.
Liza
Barton, jak wówczas nazywała się Celia Nolan, była pewna, że
pistolet wystrzelił przez przypadek. Niestety, nikt nie potwierdzał
tej wersji. Według jej ojczyma – Teda Cartwrighta –
dziesięciolatka z zimną krwią zabiła matkę, a następnie chciała
zamordować i jego. Ponieważ nie było wystarczających dowodów
winy, dziewczynka została uniewinniona. Jednakże dziennikarze, jak
często się zdarza, uważali, że niezawisły sąd może się mylić
– dlatego gazety zrobiły z Lizy bezwzględną młodocianą
morderczynię. Z tego powodu nowi prawni opiekunowie postanowili
ułatwić dziewczynce start w życiu. Nadali jej nowe imię i
obiecali sobie, że świat już nigdy nie usłyszy o „Małej Lizzie
Borden”, jak przezywano Lizę.
Plan
wydawał się doskonały. Dalecy krewni, nowe miejsce zamieszkania,
nowi ludzie, z którymi można się zaprzyjaźnić, wizyty u
wyrozumiałego psychologa, a przede wszystkim święty spokój –
czy trzeba czegoś więcej, by wieść normalne życie?
Celia
wiedziała, że poradzi sobie z przeszłością. Niestety –
wszystko zmienia niespodzianka męża. Walka ze wspomnieniami nic
nie daje, zwłaszcza gdy należy bać się o własne życie. W
rodzinnym mieście Lizy dochodzi do zagadkowych morderstw, a wiele
śladów prowadzi prosto do niej. Komu ufać? Gdzie szukać pomocy?
Kluczem do niektórych pytań może okazać się przeszłość, a
szczególnie okoliczności śmierci ojca Lizy...
„Nie ma
jak w domu” to kolejna książka Mary Higgins Clark - autorki 23
powieści sensacyjnych, trzech zbiorów opowiadań oraz współautorki
trzech książek napisanych razem z córką Carol. Okrzyknięta
Królową Suspensu pisarka uszykowała czytelnikom ponad 200 stron
napięcia i niespodziewanych zwrotów akcji. Zadbała nawet o
wizerunek głównej bohaterki, nie spłycając go zanadto, jak mają
w zwyczaju tego typu tytuły. Wszystko podane gładko, czasem może
zbyt prosto, ale z drugiej strony nie należy żądać od powieści
sensacyjnej zbyt wiele. Najważniejsze by zaskakiwała i ciekawiła,
a tak jest w przypadku „Nie ma jak w domu”.
Celia
stopniowo odkrywa nowe fakty odnośnie swojej przeszłości, policja
bada sprawę zagadkowych morderstw, a w tle działa zastanawiający
przestępca. Kim jest? Na co liczy? Podczas lektury czytelnik może
próbować rozwikłać tę zagadkę i choćby dlatego książce Clark
należy się szczególna uwaga.
Mógłbym
przepuścić „Nie ma jak w domu” bez cienia krytyki, gdyby nie
usterki w tłumaczeniu. Ograniczę się tylko do jednej uwagi -
pewnych angielskich wyrażeń nie da się przełożyć dosłownie. W
tekście wyglądają niezwykle sztucznie i obco. Być może większość
czytelników nie zwróci uwagi na te niewielkie błędy, ale ja lubię
czasem bywać czepialski.
Podsumowując,
„Nie ma jak w domu” nadaje się na lekturę dla każdego, kto
pragnie szybkiej akcji, wciągającej fabuły i tajemnicy podanych w
formie „masowego koktajlu” - czyli wyjątkowo lekkostrawnej
mieszanki. Po prostu miłe parę godzin wśród liter zamiast
wlepiania oczu w szklany ekran. Sądzę, że przyda się wielu z nas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz