niedziela, 1 lipca 2007

Nie ma jak w domu - Mary Higgins Clark

Celia Nolan, żona wziętego adwokata – Alexa Nolana – nie wydawała się zadowolona z prezentu urodzinowego, choć mąż bardzo się postarał. Wszakże nikt nie ośmieliłby się stwierdzić, że kupno domu w uroczej okolicy z takiej okazji, to coś okropnego. Nikt poza Celią.
Nolan nie mógł wiedzieć, że jego żona mieszkała już kiedyś w tym miejscu. W domu, gdzie zastrzelono jej matkę. Wciąż miała przed oczami wyraz twarzy umierającej na jej rękach kobiety. Tamte chwile bardzo dobrze zapadły Celii w pamięć. Przecież sama pociągnęła za spust.

Liza Barton, jak wówczas nazywała się Celia Nolan, była pewna, że pistolet wystrzelił przez przypadek. Niestety, nikt nie potwierdzał tej wersji. Według jej ojczyma – Teda Cartwrighta – dziesięciolatka z zimną krwią zabiła matkę, a następnie chciała zamordować i jego. Ponieważ nie było wystarczających dowodów winy, dziewczynka została uniewinniona. Jednakże dziennikarze, jak często się zdarza, uważali, że niezawisły sąd może się mylić – dlatego gazety zrobiły z Lizy bezwzględną młodocianą morderczynię. Z tego powodu nowi prawni opiekunowie postanowili ułatwić dziewczynce start w życiu. Nadali jej nowe imię i obiecali sobie, że świat już nigdy nie usłyszy o „Małej Lizzie Borden”, jak przezywano Lizę.

Plan wydawał się doskonały. Dalecy krewni, nowe miejsce zamieszkania, nowi ludzie, z którymi można się zaprzyjaźnić, wizyty u wyrozumiałego psychologa, a przede wszystkim święty spokój – czy trzeba czegoś więcej, by wieść normalne życie?
Celia wiedziała, że poradzi sobie z przeszłością. Niestety – wszystko zmienia niespodzianka męża. Walka ze wspomnieniami nic nie daje, zwłaszcza gdy należy bać się o własne życie. W rodzinnym mieście Lizy dochodzi do zagadkowych morderstw, a wiele śladów prowadzi prosto do niej. Komu ufać? Gdzie szukać pomocy? Kluczem do niektórych pytań może okazać się przeszłość, a szczególnie okoliczności śmierci ojca Lizy...

„Nie ma jak w domu” to kolejna książka Mary Higgins Clark - autorki 23 powieści sensacyjnych, trzech zbiorów opowiadań oraz współautorki trzech książek napisanych razem z córką Carol. Okrzyknięta Królową Suspensu pisarka uszykowała czytelnikom ponad 200 stron napięcia i niespodziewanych zwrotów akcji. Zadbała nawet o wizerunek głównej bohaterki, nie spłycając go zanadto, jak mają w zwyczaju tego typu tytuły. Wszystko podane gładko, czasem może zbyt prosto, ale z drugiej strony nie należy żądać od powieści sensacyjnej zbyt wiele. Najważniejsze by zaskakiwała i ciekawiła, a tak jest w przypadku „Nie ma jak w domu”.

Celia stopniowo odkrywa nowe fakty odnośnie swojej przeszłości, policja bada sprawę zagadkowych morderstw, a w tle działa zastanawiający przestępca. Kim jest? Na co liczy? Podczas lektury czytelnik może próbować rozwikłać tę zagadkę i choćby dlatego książce Clark należy się szczególna uwaga.

Mógłbym przepuścić „Nie ma jak w domu” bez cienia krytyki, gdyby nie usterki w tłumaczeniu. Ograniczę się tylko do jednej uwagi - pewnych angielskich wyrażeń nie da się przełożyć dosłownie. W tekście wyglądają niezwykle sztucznie i obco. Być może większość czytelników nie zwróci uwagi na te niewielkie błędy, ale ja lubię czasem bywać czepialski.


Podsumowując, „Nie ma jak w domu” nadaje się na lekturę dla każdego, kto pragnie szybkiej akcji, wciągającej fabuły i tajemnicy podanych w formie „masowego koktajlu” - czyli wyjątkowo lekkostrawnej mieszanki. Po prostu miłe parę godzin wśród liter zamiast wlepiania oczu w szklany ekran. Sądzę, że przyda się wielu z nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz