Czym w dzisiejszych
czasach jest penis? Wielu powiedziałoby, że organem definiującym
mężczyznę. Inni nazwaliby go specyficznym dodatkiem. Dodatkiem,
który, już od wielu stuleci posądzano o własne, niezależne od
właściciela życie. Ale czy tak jest naprawdę?
Czy w XXI wieku –
stuleciu postępu medycyny i nauki, możemy powiedzieć, że o
penisie wiemy już wszystko?
Te i wiele innych
intrygujących pytań stawia David M. Friedman w książce „Pan
Niepokorny. Kulturowa historia penisa”. Poszukując odpowiedzi,
przybliża czytelnikowi sposób widzenia penisa przez wielowiekową
tradycję kultury europejskiej. Filozofia, religia, medycyna, sztuka
– każda z dziedzin nauki miała swój wkład w postrzeganie
męskiego organu.
Autor zabiera czytelnika
w niemal 400-sto stronicową podróż przez epoki, od wczesnego
średniowiecza począwszy, na XXI wieku skończywszy, udowadniając,
że wbrew powszechnej opinii, każde stulecie interesowało się
penisem, choć na różny sposób.
Męski organ nie zawsze
uchodził za obiekt dumy. Średniowiecze w kontekście Biblii i
późniejszych polowań na czarownice ochrzciło go „demoniczną
pałką”. Biblia uczyniła z penisa najbardziej prywatną część
ludzkiego ciała (nazywała go na swoich stronach „udem” bądź
„biodrem”), a w międzyczasie Kościół uczynił z niego rzecz
publiczną. Do tego stopnia, że impotencja stała się przekleństwem
i zabraniała mężczyźnie wstępować w związki małżeńskie.
Penis, zepchnięty do roli narzędzia służącego do kopulacji,
musiał czekać kolejne wieki, by wzbudzić większe niż dotychczas
zainteresowanie medyków.
Renesans – czas
„skrzyni biegów”, człowiek stał się obiektem badań, choć
średniowieczne twierdzenia sięgały także tutaj. Leonardo da
Vinci, wykonując anatomiczne rysunki z sekcji zwłok, najwięcej
rzeczowych błędów popełniał przy szkicach penisa. Sądził, a
nie był w tym odosobniony, że wewnątrz penisa znajdują się dwie
cewki, jedna służąca do wydalania moczu, inna do nasienia. Wciąż
żywe wierzenia o „pneumie” - boskim tchu napełniającym penis
podczas erekcji ostały obalone, choć nie ostatecznie. Nikt wszakże
nie znał mechanizmu powstawania wzwodu.
Następne stulecia to
coraz śmielsze badania, sekcje zwłok, a wreszcie – próba
intelektualnego powiązania penisa nie tylko z jego właścicielem,
ale również z osobami, które nigdy penisa nie posiadały. Na scenę
wkroczyła psychoanaliza ze swoim twórcą – Zygmuntem Freudem na
czele. On sam nazwałby penis „cygarem”, bo, jak sam twierdził,
palenie cygar zaspokaja jego własny popęd falliczny. Męski organ
stanął na czele zadania, przed którym nikt nigdy nie śmiałby go
postawić – miał pomagać w leczeniu nerwic.
W dalszej kolejności
Friedman zajmuje się opisem działalności feministek. W XX wieku po
raz pierwszy o penisie zaczęły wypowiadać się osoby mające z nim
tak naprawdę niewiele wspólnego. Po raz pierwszy „taran” został
postawiony po drugiej strony barykady. Jako wściekły, atakujący
potwór bez skrupułów. Można powiedzieć, że zupełnie zmienił
oblicze, a z nim także świat płci. Przestało się mówić, że
albo się penis ma, albo nie. Uważany do tej pory za synonim
męskości, waleczności i odwagi, zmalał do bezwzględnego oprawcy
i długo musiał walczyć o własną godność.
Końcowe rozdziały to
wnikliwa analiza badań prowadzonych nad penisem. Odkrycie
testosteronu i jego możliwości, przeszczepy jąder jako wątpliwa
recepta na wieczną młodość, a wreszcie skuteczny sposób na
dolegliwość towarzyszącą mężczyźnie od zarania dziejów.
Wynalezienie Viagry – przełom w medycynie i kulturze. Do tej pory
kapryśny i nie mogący stanąć na wysokości zdania Pan Niepokorny
przybrał postać „opony nie do przebicia”. Znów dumny, choć
tym razem dzięki medycynie, a już nie sile pneumy czy własnej
wielkości, ponownie próbuje zająć godne miejsce w kulturze. Czy
się uda – czas pokaże, a na razie – polecam lekturę książki
Friedmana. Warto, to za mało powiedziane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz