„Żeby móc krytycznie ocenić rzeczywistość, należy się z
niej wyzwolić” – tak brzmi najważniejsze prawo
antropologii, nauki poświęconej badaniu ludzkości. Co ciekawe,
doskonale odnosi się do „Gorszych Światów” – zbioru
krótkich, pozornie niezwiązanych ze sobą historii autorstwa
Cezarego Michalskiego.
Autor „Ministerstwa prawdy” i „Siły odpychania” serwuje
krytyczny obraz rzeczywistości, kunsztownie ukryty za zasłona
groteskowych obrazów, fantastycznych jedynie z pozoru. „Gorsze
Światy” to sześć historii: „Gabinet krzywych luster”, „Cela
śmiechu”, „Zmarnowany czakram”, „Dzika genetyczka”,
„Telewizja Babilonu” oraz „Punkt rozłączenia”. Poprzez
przejaskrawienie opisują one wiele niepokojących nas dzisiaj
zjawisk.
Zaczyna się niewinnie, od „Gabinetu krzywych luster” –
alternatywnej wersji historii Europy, gdzie nie ma miejsca na
demokrację, a społeczeństwo jest ściśle zhierarchizowane.
Dominuje arystokratyczny nurt, który zdaje się najlepszym
politycznym rozwiązaniem. Ale czy na pewno?
Z kolei „Cela śmiechu” – bodajże najbardziej mroczna i
niepokojąca część całego zbioru – przedstawia rzeczywistość
Danonii. Państwa z pozoru idealnego, w którym Wolność gwarantują
tak zwane Dogmaty. Mamy więc tu coraz częściej ujawniający
się paradoks naszych czasów – przepisy regulujące to, co nie
powinno być kontrolowane odgórnie. Zresztą opowiadanie od początku
opiera się na paradoksach – od znanej nam sytuacji, w której
wybór „niby jest, ale jednak go nie ma”, do ciekawej koncepcji
społeczeństwa wychowywanego w upokorzeniu i bazującemu na nim. I
wreszcie – problem władzy. Władzy nieistniejącej, przezroczystej
– świat trzech państw: Danonii, Jogobelli i Bakomii, to miejsce,
gdzie mówi się o braku realnej aparatu władzy, choć rzeczywistość
wyraźnie jest komuś lub czemuś podporządkowana. Czy czytelnikowi
nie przypomina to pewnych całkiem niedawnych czasów?
„Zmarnowany czakram” przedstawia, przynajmniej częściowo obraz,
który powoli wyłania się w teraźniejszości – mianowicie świat,
w który Czwarta Władza, czyli media (stworzone tak naprawdę do
kontrolowania innych Władz i przekazywania efektów opinii
publicznej) stają się Pierwszą. Dochodzi do sytuacji, również
znanej historii świata, kiedy Władza staje się nieosiągalna dla
ludzi – nie istnieje nic, co mogłoby poddawać ją weryfikacji. W
Süssenlandzie (kraju opisywanym w „Zmarnowanym...”) obserwujemy
ponadto inne niepokojące zjawiska. Życie polityczne podzielone
według kryterium płci (Monarchiści kontra pacyfistki) oraz
odchodzenie od najświętszych tradycji religijnych (np. tajemnicy
spowiedzi) na rzecz Czwartej Władzy, która pragnie inwigilować
każdego obywatela. Brzmi znajomo...
„Dzika genetyczka” oraz „Punkt rozłączenia” to komentarze
odnośnie rozwijającej się technologii. Pierwsze opowiadanie
koncentruje się na koncepcji rozdzielania ludzi sukcesu (tak zwane
„pięć procent”) oraz zwyczajnych („dziewięćdziesiąt pięć”)
na podstawie budowy ich DNA, drugie podejmuje temat wirtualnego
świata-gry nazywanego „Rzeźnią” i, co interesujące,
osadzonego w realiach Stanu Wojennego. Zwraca na siebie także slogan
reklamowy: „Gra, która odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!”
I wreszcie „Telewizja Babilonu” – historia podejmująca temat
agresji Zachodu na Bliski Wschód, choć właściwie może być ona
uznana jedynie za tło. Tak naprawdę, nieco futurystyczne
opowiadanie staje naprzeciw niebezpiecznego zjawiska, jakim jest
(znana na pewno czytelnikom George’a Orwella) zmiana przeszłości
przy pomocy narzędzi teraźniejszości –ingerencja nowoczesnego
„dzisiaj” w zbiorową pamięć ludzkości na temat „wczoraj”.
Danonia, Jogobella, Bakomia, Narodowy Hipermarket, Wzgórze
Wedlowskie, czy wreszcie Istota Najsłodsza – czy te nazwy nie
kojarzą się z dzisiejszym konsumenckim społeczeństwem? Jest to
kolejny aspekt naszego świata, który Michalski przejaskrawia
mistrzowsko, zwłaszcza w „Celi śmiechu”, gdzie jasno stwierdza
się, że „człowiek może zmylić innych fałszywymi odciskami
palców, cudzym DNA, operacjami plastycznymi, ale rzadko kiedy
potrafi zmienić swoje potrzeby konsumpcyjne”.
Ponadto autor doskonale odnosi się do różnych symboli (zaryzykuję
skojarzeniem - pomników), którymi karmi nas kultura
medialna. Wyszydza, ale jednocześnie ostrzega, czym może kończyć
się przesadna wiara w serwowane ludziom, wyszlifowane ideały.
Osobiście znajduję w tym namowę do myślenia. Człowiek nie
powinien bezkrytycznie brać tego, na co tworzenie się nie ma
(rzeczywiście, bądź pozornie) wpływu. Ludzkość musi nauczyć
się myśleć.
Wspomniałem wcześniej, że części nie mają prawie nic wspólnego
poza krytyką dzisiejszych czasów. Ale jest jeszcze coś. Wszystkie
opowiadania z „Gorszych Światów” to tak naprawdę historie
zbuntowanych (wewnętrznie lub jawnie) jednostek, które mają
tudzież pragną mieć znaczny udział w tworzeniu przyszłości.
Jest to, być może, najważniejszy czynnik łączący nie tyle
elementy zbioru, co przekazaną w nim fikcję z otaczającym nas
światem. Wiemy dobrze, że każda epoka może poszczycić się
zarówno bohaterami jak i zbrodniarzami – właśnie wyjątkowymi
jednostkami – które pozostają w pamięci zbiorowej, tworząc w
ten sposób historię ludzkości.
Żeby docenić zawarty w opowiadaniach przekaz, należy zwracać
uwagę na rzeczy mniej istotne. Podobnie przecież radzimy sobie z
rzeczywistością. Ona także nie zawsze przemawia do nas dosłownie.
Sądzę, że nie przesadzam, nazywając Michalskiego wyjątkowo
spostrzegawczym badaczem. I podtrzymam opinię o autorze „Gorszych
Światów” jako wyjątkowym antropologu. Jego historie doskonale
sprawdzają się jako odbicia realnego świata. Chciałoby się
dodać „w krzywym zwierciadle”, ale nie trzeba. Bo te obrazy
pozbawione są przesady. To po prostu rzeczywistość oczami fikcji.
Zdecydowanie do polecenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz