piątek, 27 października 2006

Gorsze światy - Cezary Michalski

Żeby móc krytycznie ocenić rzeczywistość, należy się z niej wyzwolić” – tak brzmi najważniejsze prawo antropologii, nauki poświęconej badaniu ludzkości. Co ciekawe, doskonale odnosi się do „Gorszych Światów” – zbioru krótkich, pozornie niezwiązanych ze sobą historii autorstwa Cezarego Michalskiego.

Autor „Ministerstwa prawdy” i „Siły odpychania” serwuje krytyczny obraz rzeczywistości, kunsztownie ukryty za zasłona groteskowych obrazów, fantastycznych jedynie z pozoru. „Gorsze Światy” to sześć historii: „Gabinet krzywych luster”, „Cela śmiechu”, „Zmarnowany czakram”, „Dzika genetyczka”, „Telewizja Babilonu” oraz „Punkt rozłączenia”. Poprzez przejaskrawienie opisują one wiele niepokojących nas dzisiaj zjawisk.

Zaczyna się niewinnie, od „Gabinetu krzywych luster” – alternatywnej wersji historii Europy, gdzie nie ma miejsca na demokrację, a społeczeństwo jest ściśle zhierarchizowane. Dominuje arystokratyczny nurt, który zdaje się najlepszym politycznym rozwiązaniem. Ale czy na pewno?
Z kolei „Cela śmiechu” – bodajże najbardziej mroczna i niepokojąca część całego zbioru – przedstawia rzeczywistość Danonii. Państwa z pozoru idealnego, w którym Wolność gwarantują tak zwane Dogmaty. Mamy więc tu coraz częściej ujawniający się paradoks naszych czasów – przepisy regulujące to, co nie powinno być kontrolowane odgórnie. Zresztą opowiadanie od początku opiera się na paradoksach – od znanej nam sytuacji, w której wybór „niby jest, ale jednak go nie ma”, do ciekawej koncepcji społeczeństwa wychowywanego w upokorzeniu i bazującemu na nim. I wreszcie – problem władzy. Władzy nieistniejącej, przezroczystej – świat trzech państw: Danonii, Jogobelli i Bakomii, to miejsce, gdzie mówi się o braku realnej aparatu władzy, choć rzeczywistość wyraźnie jest komuś lub czemuś podporządkowana. Czy czytelnikowi nie przypomina to pewnych całkiem niedawnych czasów?
„Zmarnowany czakram” przedstawia, przynajmniej częściowo obraz, który powoli wyłania się w teraźniejszości – mianowicie świat, w który Czwarta Władza, czyli media (stworzone tak naprawdę do kontrolowania innych Władz i przekazywania efektów opinii publicznej) stają się Pierwszą. Dochodzi do sytuacji, również znanej historii świata, kiedy Władza staje się nieosiągalna dla ludzi – nie istnieje nic, co mogłoby poddawać ją weryfikacji. W Süssenlandzie (kraju opisywanym w „Zmarnowanym...”) obserwujemy ponadto inne niepokojące zjawiska. Życie polityczne podzielone według kryterium płci (Monarchiści kontra pacyfistki) oraz odchodzenie od najświętszych tradycji religijnych (np. tajemnicy spowiedzi) na rzecz Czwartej Władzy, która pragnie inwigilować każdego obywatela. Brzmi znajomo...
„Dzika genetyczka” oraz „Punkt rozłączenia” to komentarze odnośnie rozwijającej się technologii. Pierwsze opowiadanie koncentruje się na koncepcji rozdzielania ludzi sukcesu (tak zwane „pięć procent”) oraz zwyczajnych („dziewięćdziesiąt pięć”) na podstawie budowy ich DNA, drugie podejmuje temat wirtualnego świata-gry nazywanego „Rzeźnią” i, co interesujące, osadzonego w realiach Stanu Wojennego. Zwraca na siebie także slogan reklamowy: „Gra, która odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!”
I wreszcie „Telewizja Babilonu” – historia podejmująca temat agresji Zachodu na Bliski Wschód, choć właściwie może być ona uznana jedynie za tło. Tak naprawdę, nieco futurystyczne opowiadanie staje naprzeciw niebezpiecznego zjawiska, jakim jest (znana na pewno czytelnikom George’a Orwella) zmiana przeszłości przy pomocy narzędzi teraźniejszości –ingerencja nowoczesnego „dzisiaj” w zbiorową pamięć ludzkości na temat „wczoraj”.



Danonia, Jogobella, Bakomia, Narodowy Hipermarket, Wzgórze Wedlowskie, czy wreszcie Istota Najsłodsza – czy te nazwy nie kojarzą się z dzisiejszym konsumenckim społeczeństwem? Jest to kolejny aspekt naszego świata, który Michalski przejaskrawia mistrzowsko, zwłaszcza w „Celi śmiechu”, gdzie jasno stwierdza się, że „człowiek może zmylić innych fałszywymi odciskami palców, cudzym DNA, operacjami plastycznymi, ale rzadko kiedy potrafi zmienić swoje potrzeby konsumpcyjne”.
Ponadto autor doskonale odnosi się do różnych symboli (zaryzykuję skojarzeniem - pomników), którymi karmi nas kultura medialna. Wyszydza, ale jednocześnie ostrzega, czym może kończyć się przesadna wiara w serwowane ludziom, wyszlifowane ideały. Osobiście znajduję w tym namowę do myślenia. Człowiek nie powinien bezkrytycznie brać tego, na co tworzenie się nie ma (rzeczywiście, bądź pozornie) wpływu. Ludzkość musi nauczyć się myśleć.

Wspomniałem wcześniej, że części nie mają prawie nic wspólnego poza krytyką dzisiejszych czasów. Ale jest jeszcze coś. Wszystkie opowiadania z „Gorszych Światów” to tak naprawdę historie zbuntowanych (wewnętrznie lub jawnie) jednostek, które mają tudzież pragną mieć znaczny udział w tworzeniu przyszłości. Jest to, być może, najważniejszy czynnik łączący nie tyle elementy zbioru, co przekazaną w nim fikcję z otaczającym nas światem. Wiemy dobrze, że każda epoka może poszczycić się zarówno bohaterami jak i zbrodniarzami – właśnie wyjątkowymi jednostkami – które pozostają w pamięci zbiorowej, tworząc w ten sposób historię ludzkości.

Żeby docenić zawarty w opowiadaniach przekaz, należy zwracać uwagę na rzeczy mniej istotne. Podobnie przecież radzimy sobie z rzeczywistością. Ona także nie zawsze przemawia do nas dosłownie. Sądzę, że nie przesadzam, nazywając Michalskiego wyjątkowo spostrzegawczym badaczem. I podtrzymam opinię o autorze „Gorszych Światów” jako wyjątkowym antropologu. Jego historie doskonale sprawdzają się jako odbicia realnego świata. Chciałoby się dodać „w krzywym zwierciadle”, ale nie trzeba. Bo te obrazy pozbawione są przesady. To po prostu rzeczywistość oczami fikcji. Zdecydowanie do polecenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz