niedziela, 28 marca 2010

Martwa Europa - Christos Tsiolkas

Postępująca globalizacja, choć wydawałaby się jedynie zjawiskiem typowo ekonomicznym, nie pozostaje obojętna na literaturę – zmienia perspektywę, porzuca stricte narodowy punkt widzenia, przyjmując w zamian niespotykane dotąd rozmiary. Współczesne narracje, to narracje kontynentalne.
W taką zasugerowaną koncepcję wpisuje się „Martwa Europa” Christosa Tsiolkasa –powieść o wyprawie do mitycznej „krainy przodków”. Australijski fotografik – Isaac – zainspirowany opowieściami ojca wyrusza w podróż po Starym Świecie, rozpoczynając ją od kolebki cywilizacji tej części globu – kraju pochodzenia rodziców – Grecji. Jednakże wbrew wyobrażeniom Australijczyków, Europa to nie ziszczenie marzeń, ale przygnębiający kontynent opanowany przez antysemityzm i podobne mu społeczne fobie, prostytucję, i wszechobecną wulgarność, które w starciu z historią i doświadczeniem zamieszkałych na nim narodów wydają się wręcz profanacyjne.
Unoszący się nad Europą niezmiennie od czasu Holocaustu duch sacrum nie pozostawia nikogo obojętnym. Isaac wkrótce przekonuje się, że nikt – ani rodowici mieszkańcy, ani przyjezdni – nie potrafi pozbyć się tego piętna, ono zdaje się narastać i kiełkować w ludziach, niczym złośliwy nowotwór. W narrację „Martwej Europy” wkradają się retrospekcje z dziejów rodu Isaaca, a powracające z przeszłości rodziców obrazy i osoby wprowadzają fotografika bezpośrednio w doświadczenie najgorszego okresu w historii Starego Świata. Wraz z nią rodzą się niedające się opanować demony, a przesiąknięta złem ziemia zdaje się nieustannie o sobie przypominać. Intensywność brudu ulic i przygodnego seksu największych europejskich miast, zepsucia i niesmaku powoli wkrada się w podświadomość i nieustannie drąży, Europa – choć pełna życia – okazuje się przegniłą, zmartwiałą przestrzenią.
Umiłowaniem dla snucia wielopokoleniowych narracji, pełnych nie tylko mistycyzmu i magii, lecz także niepokojów i zdarzeń ­­– wydawałoby się – wartych jedynie przemilczenia proza Tsiolkasa przypomina nagrodzoną w 2002 roku Pulitzerem powieść Jeffreya Eugenidesa – „Middlesex”. Widocznie taka pozostaje grecka literatura po emigracji – nacechowana wyraźną tęsknotą za mitycznością, na poły sentymentalną sagą.

Powieść Tsiolkasa nie jest jedynie opisem jednej z wielu podróży, choć – naturalnie – z jednej strony nawiązuje do tradycji greckiego eposu (kolejna wariacja na temat „Odysei”), to przede wszystkim doskonałe studium, na pierwszy rzut oka, nowoczesnej europejskiej kondycji. Zdystansowane, australijskie spojrzenie dostrzega o wiele więcej, a taka perspektywa historyczna zdaje się ukazywać to, co nam – Europejczykom – umykało przez wiele, wiele lat...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz