Polokatolicki
katastrofizm
Polokatolicyzm,
czyli nie do końca chrześcijańskie nastroje połączone z
przenarodowioną megalomanią, to jeden z głównych problemów
współczesnego państwa polskiego. Społeczeństwo wykazuje przy tym
niemalże agresywną dwoistość. Naprzeciw siebie stają wyrośli
jeszcze z tradycji oświeceniowej sarkastyczni ateiści oraz trwający
w konserwatywnym świecie czerni i bieli polokatolicy. Nie szczędzą
sobie kąśliwych uwag i – jak to zwykle w tego typu konfliktach
bywa – nie dopuszczają się nawzajem do głosu.
Gdzieś
obok tego nieustającego, wciąż zaostrzającego się dyskursu dwóch
skrajności znajdują się ci próbujący pogodzić racje. Zwolennicy
dialogu logiki z wiarą, którzy chcą naprawić relacje
„wewnątrznarodowe” i – czasem wbrew zdrowemu rozsądkowi –
próbują pojednać to, co z definicji podzielone i wrogie. Z tego
powodu ci mniej liczni muszą uciekać się do formy nieznającej
krzyku, a przynajmniej nie dosłownego – do literatury.
Literatura
jednak nie wystarcza. Dobry komentarz potrzebuje wizji, a do tego
wizji przemawiającej do każdego. Stąd najprostszym wyborem zdaje
się katastrofizm, wszak nic tak nie otrzeźwia jak wizja końca
dziejów. Wiedział to dobrze Jędrzej Polak, gdy zabierał się do
pisania swojej książki „Życie jest gejem”.
Pochodzenia
tytułu można się jedynie domyślać i zapewne każdy, w zależności
od poglądów, inaczej go odczyta. W ramach prywatnej refleksji
mógłbym stwierdzić, że znaczy on tyle co: „jest jak dzisiejszy
gej”, a zatem zastraszony, niepewny własnego statusu politycznego,
pozbawiony praw tylko z powodu jednej cechy, która według
niektórych wystarcza za cały schemat osobowości. Życie, drodzy
czytelnicy, w takim układzie będzie naznaczone pewnym stygmatem,
sprowadzone do czystej biologii, niedomówione i, co najgorsze,
kompletnie zlekceważone.
Za
równie zlekceważonego możemy uznać głównego bohatera opowieści,
jednego z niewielu pozostałych w Polsce katolików. Adam – bo tak
brzmi imię tego szlachetnego, prawie czterdziestoletniego młodzieńca
– podobnie jak większość osobników noszących to nieprzypadkowe
imię znalazł się na ziemi, by coś zmienić, by nadać sens, a
może go przywrócić. Trudno tak naprawdę orzec z perspektywy
czytelniczej, a jeszcze trudniej zrobić to, gdy jest się centrum
opowieści. Gdy jako człowiek znaczy się o wiele więcej niż
powinno.
W
jakim świecie żyje Adam? Otóż jego najbliższe otoczenie,
ojczyzna – jeśli mielibyśmy sięgać do słownictwa
emocjonalnego, czyli ulubionej broni populizmu – przedstawia
klasyczną katastroficzną wizję opierającą się na największych
lękach współczesności.
Polska
późniejszego XXI wieku to kraj opanowany przez redemptosarmatyzm –
polityczno-religijny ruch, który doskonale steruje wszelkimi
obszarami życia obywateli. Na tyle doskonale, że znaczna część
społeczeństwa pragnie uciec od rzeczywistości, dzięki czemu
nielegalna produkcja alkoholu osiąga poziom dotąd nie spotykany, a
alkoholizm staje się właściwie wyznacznikiem polskiej mentalności.
Przypomina
to obrazy znane z chociażby książek Orwella, jednak w
przeciwieństwie do autora „1984” Jędrzej Polak nie rezygnuje z
kategorii religii w próbie budowania „społeczeństwa idealnego”,
wprost przeciwnie – szkicuje jej ironiczny i niezwykle
przejaskrawiony portret. Dość powiedzieć, że w redemptosarmackiej
Polsce rolę środka płatniczego grają święte obrazki, złoty –
jako symbol demokratycznego ucisku – został raz na zawsze
skreślony z kart historii.
W
świecie mistycznej obłudy – gdzie życie stanowi najwyższą
wartość (nawet jeśli spędza się je wiecznie „pod wpływem”
albo, co gorsza, w nieustającym strachu przed światem zewnętrznym)
– nie ma miejsca dla namacalnych przywódców, wszystko musi
rozgrywać się na płaszczyźnie duchowej. A tego typu wsparcia
redemptosarmatyzm z chęcią udziela, pod warunkiem, że potrzebujący
należy do Nowego Ludu Wybranego.
Wszak
jak głosi Objawienie Toruńskie: „Bóg jest niezmienny w swej
polskości, co rozumie się samo przez się”.
Książkę
Polaka należy czytać ostrożnie. Z każdym możliwym rodzajem
dystansu. Zarówno religijnego, jak i społecznego, a nawet
historycznego. Oderwanie się od emocjonalnego bagażu naszej
tradycji to najlepsza droga do zadowalającej lektury. Obiektywizm
staje się tu fundamentem odpowiedniej recepcji. Jeśli czytelnikowi
uda się zachować taką postawę – polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz