poniedziałek, 15 listopada 2010

Aleja Niepodległości - Krzysztof Varga

Ponoć dobre historie, przynajmniej według Hithcockowskiego schematu, powinny rozpoczynać się niemal dosłownym wybuchem, a następnie utrzymywać w niekończącym napięciu. Książki Krzysztofa Vargi takie właśnie bywają, choć nie pod względem klasycznie rozumianej, popularnej fabuły, ale z punktu widzenia krytyki współczesności. „Aleja Niepodległości” – najnowsze dzieło autora „Bildungsroman” – zaczyna się tym, czym większość narracji mogłaby się kończyć – śmiercią głównego bohatera.

Krystian Apostata – gdyż to o nim mowa (nota bene nazwiska znaczące nie są w tej powieści niczym niecodziennym) – to przedstawiciel klasy, którą moglibyśmy we współczesnym świecie nazwać washed up celebrity. Niegdyś dobrze zapowiadający się artysta, nadzieja odrodzonej, postkomunistycznej Polski na wykwintny artyzm – dziś czekający na wielki come back, doświadczony przez życie niespełniony w swoich marzeniach alkoholik. Wspomniany powrót do świata sławy zapewnić ma mu podróż do USA, podczas której, niestety, zginie.

Po drugiej stronie, wśród „tych, którym się udało”, znajduje się Jakub Fidelis – szczęściarz ponad szczęściarze, najlepszy tancerz kraju, osobistość na ustach wszystkich oraz przyjaciel Krystiana. A może jednak nie do końca przyjaciel, skoro – korzystając z przyrodzonego szczęścia – pozwolił sobie ukraść mu kobietę i w zasadzie zapomnieć o istnieniu Apostaty? Relacja łącząca obydwu to dość skomplikowana mieszanka złej woli oraz przypadku. Wpisany jest w nią katastrofizm.

Podobnie zresztą z całością powieści. Varga, co nie powinno nikogo dziwić, po raz kolejny serwuje czytelnikom własny obraz współczesnej Polski. Krytycznie, ale jednocześnie z mistrzowską klasą, rozprawia się z dwoma największymi problemami popu – kulturą celebrytów i otaczającego ich kręgu fanatycznych wielbicieli. Nie pozostawia na nich suchej nitki, proponując własny obraz społeczeństwa jako bezmyślnych maszyn kierowanych albo chęcią przypodobania się i bycia w centru uwagi, bądź pewnego rodzaju biologizmem, do końca wyzbytym jakiejkolwiek refleksyjności, czy chociażby racjonalizacji.

Aleje Niepodległości” to jednak nie tylko analiza kondycji współczesnego artysty czy sławy. To także opowieść o meandrach przyjaźni i trudności jej zdefiniowania. To w zasadzie książka poświęcona iluzoryczności i zgubności relatywizmu. Brutalny cios wymierzony ponowoczesnej Polsce, pełnej samozwańczych elit, które w dodatku (i wbrew sobie) starają stworzyć z siebie wzór do wszelkiego naśladowania. A mimo wszystko są ofiarami. Bez względu na to, co robią. Varga – do pewnego stopnia przynajmniej – tworzy z tej powieści antyczną tragedię.


I wydaje się, że tak chce właśnie przedstawić otaczające nas realia. Nie ma z nich ucieczki. Należy pogodzić się ze stanem rzeczy, a ewentualny bunt przenieść w sferę artyzmu. Choć i z tym ostrożnie. Nawet w niego przecież wpisany jest fałsz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz