Ponoć
dobre historie, przynajmniej według Hithcockowskiego schematu,
powinny rozpoczynać się niemal dosłownym wybuchem, a następnie
utrzymywać w niekończącym napięciu. Książki Krzysztofa Vargi
takie właśnie bywają, choć nie pod względem klasycznie
rozumianej, popularnej fabuły, ale z punktu widzenia krytyki
współczesności. „Aleja Niepodległości” – najnowsze dzieło
autora „Bildungsroman” – zaczyna się tym, czym większość
narracji mogłaby się kończyć – śmiercią głównego bohatera.
Krystian
Apostata – gdyż to o nim mowa (nota bene nazwiska znaczące nie są
w tej powieści niczym niecodziennym) – to przedstawiciel klasy,
którą moglibyśmy we współczesnym świecie nazwać washed up
celebrity. Niegdyś dobrze
zapowiadający się artysta, nadzieja odrodzonej, postkomunistycznej
Polski na wykwintny artyzm – dziś czekający na wielki come
back, doświadczony przez życie
niespełniony w swoich marzeniach alkoholik. Wspomniany powrót do
świata sławy zapewnić ma mu podróż do USA, podczas której,
niestety, zginie.
Po
drugiej stronie, wśród „tych, którym się udało”, znajduje
się Jakub Fidelis – szczęściarz ponad szczęściarze, najlepszy
tancerz kraju, osobistość na ustach wszystkich oraz przyjaciel
Krystiana. A może jednak nie do końca przyjaciel, skoro –
korzystając z przyrodzonego szczęścia – pozwolił sobie ukraść
mu kobietę i w zasadzie zapomnieć o istnieniu Apostaty? Relacja
łącząca obydwu to dość skomplikowana mieszanka złej woli oraz
przypadku. Wpisany jest w nią katastrofizm.
Podobnie
zresztą z całością powieści. Varga, co nie powinno nikogo
dziwić, po raz kolejny serwuje czytelnikom własny obraz
współczesnej Polski. Krytycznie, ale jednocześnie z mistrzowską
klasą, rozprawia się z dwoma największymi problemami popu –
kulturą celebrytów i otaczającego ich kręgu fanatycznych
wielbicieli. Nie pozostawia na nich suchej nitki, proponując własny
obraz społeczeństwa jako bezmyślnych maszyn kierowanych albo
chęcią przypodobania się i bycia w centru uwagi, bądź pewnego
rodzaju biologizmem, do końca wyzbytym jakiejkolwiek refleksyjności,
czy chociażby racjonalizacji.
„Aleje
Niepodległości” to jednak nie tylko analiza kondycji
współczesnego artysty czy sławy. To także opowieść o meandrach
przyjaźni i trudności jej zdefiniowania. To w zasadzie książka
poświęcona iluzoryczności i zgubności relatywizmu. Brutalny cios
wymierzony ponowoczesnej Polsce, pełnej samozwańczych elit, które
w dodatku (i wbrew sobie) starają stworzyć z siebie wzór do
wszelkiego naśladowania. A mimo wszystko są ofiarami. Bez względu
na to, co robią. Varga – do pewnego stopnia przynajmniej –
tworzy z tej powieści antyczną tragedię.
I
wydaje się, że tak chce właśnie przedstawić otaczające nas
realia. Nie ma z nich ucieczki. Należy pogodzić się ze stanem
rzeczy, a ewentualny bunt przenieść w sferę artyzmu. Choć i z tym
ostrożnie. Nawet w niego przecież wpisany jest fałsz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz